Kim Jest Szaman? (fragment książki, 'Będziemy się za was Modlić')

Kolejny fragment książki, ‘Będziemy się za was Modlić’…

NARODZINY KSIĘŻYCA, CZYLI O CZYM PLOTKUJĄ GWIAZDY

„Człowiek musi wykonać dwa połączenia. Musi połączyć się ponownie z ziemią i musi ponownie połączyć się z gwiazdami.”

-Baba Vusamazulu Credo Mutwa, w książce Lindy Tucker, ‘Tajemnice Białych Lwów’ (1967)

Drzewa nie męczą się. Wyciągają ręce do nieba – rozczapierzone tęsknące palce gałęzi – i nie przestają się modlić. Nie opadają im ręce, nie kończy się wiara. Dlatego są święte. Dlatego są nauczycielami prawa. Wśród gwiazd pływają syreny nieba. Ludzie je nie widzą, ale tam są. Pływają, igrają, bawią się, czyszczą pieśniami i śpiewem gwiazdy. Gwiazda, jak lustro, potrzebuje aby ktoś ją umył codziennie. Robią to właśnie syrenki nieba. Kochają gwiazdy. Gwiazdy też je kochają. Miłość jest taka kochana – lubuje się we wzajemności. Miłość jest lustrzana. Mnoży się, tworzy na nowo, dumnie pokazuje świeże oblicze. 

Kiedyś było tak, że ludzie rozmawiali z gwiazdami. Rozmawiali, śpiewali im piosenki. Wracali do domu i cieszyli się, że mają w niebie takich pięknych przyjaciół. Rodzice pokazywali dzieciom – popatrzcie, tamta świeci się a tamta po drugiej stronie nieba migocze. Patrzcie, jakie mają gwiazdy piękne kolory – tamta czerwona, tamta niebieska, tamta różowa, tamta fioletowa. I dzieci uczyły się chodzić nocą z głowami zadartymi do góry, podziwiając gwiazdy. Śpiewały im piosenki. Czasami, jeśli kobieta lub mężczyzna mieli wiele spraw na sercu, opowiadali gwiazdom swoje problemy. Mówili – patrzcie, kochane gwiazdy, co się ze mną dzieje. Co mam zrobić? Pomóżcie! O wszystkim rozmawiali. Chodzili nocą, spacerowali, wracali do domów, czy chodzili do buszu, czy siedzieli razem na dworze, słuchając szumu drzew, i patrzyli w gwiazdy. I gwiazdy tam w niebie migotały.

Kobieta wracająca do domu niosąc wodę żaliła się – zmęczona jestem, świecący moi przyjaciele. Zmęczona. Taki los. I gwiazdy uśmiechały się do niej i kobieta uśmiechała się z powrotem. Młody myśliwy szedł na łowy uczyć się języka lasu. Zmartwienia ciążyły mu na barkach. Spojrzał na niebo. Spojrzał, zobaczył, przejrzał. „Kochane moje gwiazdy”, opowiadał im, „dajecie nadzieję nam ludziom. Nasze oczy potrzebują światła słońca aby cokolwiek zobaczyć. A wy nosicie ze sobą światło, w środku, i dzielicie się nim. Sprawiacie, że ciemność nocy mniej straszna, nawet dla nas myśliwych, którzy mają być tacy odważni...”

Stary człowiek chodzący już z trudem, zachwycał się nocą. „Nigdzie iść nie muszę,” chwalił gwiazdy. „Odsłaniacie mi swoje światło, i przypominacie, że są światy tajemnicze i nam nieznane, i z nich również bije blask miłości. Dla takiego staruszka jak ja, dla którego śmierć już w drzwi puka, który budzi się nocą i rozpamiętuję te wszystkie chwile kiedy złamały się twarze i uśmiechy pięknych ludzi z powodu mojej nieuważności, mojej młodzieńczej głupoty... taki staruszek jak ja, żyjący sercem w tych odległych czasach których młodzi ani nie znają, ani wyobrazić sobie nie mogą... dla takiego starca jak ja wy co noc dajecie prezent nadziei.” 

I tak gwiazdy zachwycały ludzi i ludzie się co noc zachwycali i rozmawiali z gwiazdami. I tak to pewnej nocy gwiazdy zebrały się razem i zaczęły ze sobą rozmawiać – „Patrzcie na tych ludzi!” powiedziały sobie nawzajem gwiazdy, „Tak z nami pięknie rozmawiają i śpiewają pieśni. Chodźcie, zróbmy coś dla nich, dla tych ziemskich śmiertelników którzy tak nas podziwiają i szanują i kochają.” Właśnie zdarzyła się taka noc, kiedy to gwiazdy zebrały się razem, i powiedziały sobie, „Hej, popatrzcie tam na tych ludzi. Spójrzcie na tych miłych ludzi, którzy tak co noc rozmawiają z nami, dzielą się z nami, chwalą nas, cieszą się nami.”

„Zróbmy coś dla nich! Tacy są piękni.”  

Ale co? Zastanawiały się gwiazdy. „Co możemy zrobić dla tych ludzi?” Aż jedna bardzo mądra gwiazda, tak powiedziała: „Zróbmy dla nich więcej światła. Bo im jest nocą potrzebne światło, tak błądzą biedni – nie wiedzą jak widzieć w ciemności, ich oczy nie świecą same w sobie, oduczyli się, Ci piękni ludzie. Potykają się, boją się, straszy ich to, co się kryje pod tajemniczą pokrywką ciemnej nocy. Chodźmy, zbierzemy się razem, niektóre z nas, i stworzymy takie duże światło dla ludzi...”

I tak narodził się Księżyc i rozjaśniał ludziom drogi tajemniczej nocy, kiedy to wszystko co magiczne wychodzi z lasu i tańczy żywym i szalonym i pięknym tańcem ducha. I tak to urodził się księżyc, aby oświetlać ludziom drogę, z wdzięczności gwiazd. 

*          *          *

Nieczęsto dzisiaj zdarza nam się rozmawiać z gwiazdami. A szkoda, bo tęsknią za nami, świecąc tam na górze małym i dużym światłem. Myśmy stworzyli własne światła – oświetlamy ulice, mieszkania, domy. Zapalamy żarówki, lampy uliczne, naświetlamy stadiony, wszystko aby lepiej widzieć. Ale co widzimy lepiej? Życie? Duszę? Ścieżkę? 

Czy po prostu nie widzimy już gwiazd, które nadal śpiewają i pytają – hej, ludzie, gdzie jesteście, wy którzy kiedyś z nami rozmawialiście?

Przestaliśmy rozmawiać, nie tylko z gwiazdami, ale nawet ze sobą nawzajem. Kim staliśmy się my, ludzie – my, którzy kiedyś rozmawialiśmy z gwiazdami? 

Rozmowa, relacja, budowanie więzi, honorowanie innych stworzeń – nie tylko ludzi, ale wodę i drzewa i zwierzęta i rośliny i duchy innych światów i Przodków i Boga – po to nam dano ten śliski i tępy organ zwany językiem, który rodzi się w ustach bez kręgosłupa. Dopiero praca bycia człowiekiem uczy nas co z takim językiem robić. Rozmowa, relacja, budowanie więzi, rodzina – to podstawy duchowości Afrykańskiej. A z Afryki wszyscy pochodzimy.

‘Szamanizm’ to egzotyczne pojęcie w naszym techno-racjonalnym świecie. Boimy się wręcz szamanów i tego, co potrafią. Kłócimy się zażarcie o słowo, po cichu żywiąc nadzieję że Szamani wymarli na Syberii, skąd kiedyś Mircea Eliade wyrwał z obcej kultury słowo niczym ząb z gęby; po czym bezwiednie wysłał w świat to, co myślał, że odkrył. I tak ta wiedza płynęła dalej, jak wianek niosący nadzieję miłości wzdłuż rzeki. Szaman. Czy coś takiego nawet istnieje? Nie tak straszny diabeł, jaki go malują, drodzy czytelnicy. Szaman to po prostu człowiek który nieustannie śpiewa, komunikuje się (ze wszystkimi światami), zadaje pytania, plecie więzy, buduje mosty, doszukuje sie wielkiej miłości w najdrobniejszych gestach życia – tym robiąc, rozwiązuje problemy, odpowiada na pytania, pełni funkcję mistyka, artysty, uzdrowiciela, strażnika, głupca, klauna, wariata, idioty, tancerza, mistrza, kochanka, i płaczki. 

„Musisz doczekać się tej chwili, kiedy pojawi się To Co Święte. Czasami masz wrażenie, że nigdy nie przyjdzie – ale potem, pewnego dnia, nagle, zjawia się! To-Co-Święte prosi Ciebie wtedy abyś opowiedziała o Sobie. Wszystko. Boleści i Pragnienia. Przede wszystkim Prawdę – tę najprawdziwszą. Trzeba czekać na tą chwilę. Musimy czekać cierpliwie. To-Co-Święte zbliża się do nas.” Tak mi mówi młody Szaman Shipibo z Peru. Czekamy na Najświętszą Duszę Wrzechświata z tęsknotą, czyszcząc tymczasem serca, aby były godne rozmowy.

Szaman to człowiek zakochany w tym, co święte; jednocześnie twardo tańczący po ziemi, bo w ziemi również są jego stopy zakochane. Szaman czeka, czasami całe życie, na to co prawdziwe.  

Szaman ma obowiązek nosić w swojej magicznej torbie nadzieję.

Przede wszystkim, nadzieję.  

A dopiero potem całą resztę.