Odważna Podróż Szeherezady

Kolejny Rozdział z Książki, ‘Będziemy Się Za Was Modlić’…

ODWAŻNA PODRÓŻ SZEHEREZADY, PIERWSZEJ SZAMANKI

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

-Przesłanie Pana Cogito, Zbigniew Herbert 

Zacznijmy więc od tej czarodziejki zwanej Szecherezadą; ta to dobrze wiedziała jak opowiedzieć bajkę – opowiadała baśnie codziennie. Na tym polegała jej praca. Oczywiście, w jej przypadku zależało od tego jej życie. (Życie zawsze zależy od tego, jak opowiadamy nasze bajki.)

Król chciał Szeherezadę zabić, bo była kobietą, a on kobiet nienawidził za to, że go kiedyś żona zdradziła. Król był potężny, zły, i potwornie go bolało w środku. Takie ssanie nocą, w piersi. Taka pierwsza myśl po obudzeniu – o nie, znowu to, znowu ja, znowu teraz, znowu tutaj ... i tak w kółko, jak ten zaskakujący taniec ziemi. Król codziennie się żenił, a potem następnego ranka, po nocy poślubnej, ścinał nowej żonie głowę. I tak w kółko, raz po raz. Głodny Król szukał, szczuł, węszył; wykradał kobiety z ich domów aby naoliwiać nieustannie poteżną machinę swojego żalu. A w kraju płacz, i strach, i smutek ogromny. Duchy młodych, smutnych dziewczyn snuły się drogami, aż mgła ciężka i posępna utkała się z ich łez. 

Król nie wiedział, że go bolało. Więc zabijał. Tak często się zdarza. Boli, więc trzeba coś zabić. Można muchę, można związek, można człowieka. Inicjacja polega na bólu i śmierci, ale jeśli nie jest to nasz własny ból, i nasza śmierć, to inicjacji nie ma. Zamiast tego dzieje się ZŁE ZŁO, takie jak to, które opętało Króla.

Szeherezada, która inicjację przeszła, i która zaznała swój ból i swoją śmierć dobrze o tym wiedziała, (bo tylko Ci, którzy znają swoją śmierć mogą nastawiać potem kark i bawić się w śmierć za innych). Musiała również wiedzieć, skoro była potężną czarodziejką, że temu, który chciał ją zabić, groziła potężna klątwa. Ta klątwa by się nad nim pastwiła do końca życia, aż zostałyby z niego zatrute szczątki człowieka. Tak to jest, jak się zabija, a potężne czarodziejki zwłaszcza. Wszyscy my którzy czarujemy i tworzymy magię słowami, którzy śpiewamy i opowiadamy, służymy tym po drugiej stronie. Karmimy oba światy. Nie zabiją nas bezkarnie. Niestety. Nie chodzi tu o przebaczenie. Chodzi o najstarsze prawo. 

Tak mówią mi w Zimbabwe, gdzie relacje z drugim człowiekiem polegają na relacjach między naszymi duchami, czyli Przodkami i aniołami i pomocnikami i świętymi istotami z które są z nami od urodzenia. Ludzie, jak się spotykają, nie wiedzą, czemu Przodkowie ich sprowadzili razem – jaką mają ze sobą Przodkowie sprawę do załatwienia. Ale Przodków trzeba szanować. Trzeba szanować świętość którą jest drugi człowiek – nie dlatego, że człowiek jest wspaniały, ale dlatego, że za nim stoją wielcy Przodkowie i stworzył go Bóg. Być może tak będzie, że moi Przodkowie będą waszym Przodkom pomagać. Ale jeśli ktoś zachowa się w sposób niegodny, nieuczciwy, nieszlachetny, to biada mu – bo Przodkowie widzą wszystko. Patrzą, i widzą, i wiedzą – i my się dowiemy, bo oni nam powiedzą.

Nie można bezkarnie świadomie i z premedytacją krzywdzić drugiego człowieka. Nie wolno. Najwyższe prawo różni się od praw ludzi – nie karze konwencjonalnie. Nie wrzuca winowajców do więzienia. Ale krzywdzić nie wolno – bo jak się krzywdzi drugiego człowieka, krzywdzi się siebie i cały świat zarazem. 

Pierwszy raz jak pojechałam do Sekuru Shumba, szamana w Bulawayo, w Zimbabwe, powiedział mi po naszym rytuale ziemi, wody, i ognia, że moi Przodkowie powiedzieli mu, że przyjdą do niego i podziękują mu. „Nie wiem, co to będzie,” powiedział, „ale mają w planie podarować mi prezent.” Ja się zastanawiałam  tak po ludzku, co mogłabym mu dać, co by było od moich Przodków. Nic nie wymyśliłam. Za to następnego dnia, widząc, że go bolą plecy, zaproponowałam mu, że mogę mu zrobić sesję masażu energetycznego którego uczyłam się od szamana w Arizonie. Nie myślałam o moich Przodkach. Myślałam o wykończonych plecach Sekuru Shumba. W trakcie sesji szaman rzeczywiście poczuł wielką ulgę. Zobaczył piękne światło i plecy, które uwierały mu od dawna, przestały go boleć. „Dziękuję Ci,” powiedział mi. „Twoi przodkowie rzeczywiście dali mi piękny dar. Nie miałem pojęcia co takiego mogą mi dać, ale przyszli i pracowali przez twoje ręce, i uzdrowili mnie.”

„U nas w Afryce panuje prawo ngozi,” mówi mi prawniczka w Harare, stolicy Zimbabwe. „Nie zabija się kogoś bezkarnie. Przodkowie będą szukać zapłaty, nawet wiele pokoleń później. Ale ludzie nie dlatego stronią się od morderstwa, bo się boją Przodków. Nie powinni zabijać, bo każdy człowiek ma ze sobą swoich przodków, ma duszę, i powód dla istnienia, i stworzył go ten sam Bóg. W Afryce człowiek był zawsze sam w sobie, największą wartością. Każdy człowiek to dar od przodków. I skoro ja takim darem jestem, to jak mogę podważać to, że ty również jesteś takim darem? 

Ale Zimbabwe wcale nie jest na początku tej opowieści, nawet na dziwnym, pokręconym początku. Wróćmy więc do Króla.

*          *          * 

Ból Króla, ten ból który go tak ssał w środku, to były rozwarte bombą atomową drzwi duszy wołające o miłość. I choć Król nie wiedział, że wie, to jego inicjacja polegała na rozkruszeniu serca. Doprowadził się Król w swoim życiu do takiego upodlenia, że serce mu skamieniało i każde kolejne morderstwo prowadziło go bliżej prawdziwej, strasznej śmierci-nie-śmierci. Za to każda opowieść która wprowadzała w serce boleść, żal, empatię, radość, śmiech, i miłość, to był kolejny krok w kierunku duszy, drugiej strony, prawdziwej miłości i prawdziwego, ludzkiego życia, kończącym się prawdziwą, ludzką śmiercią.

I Szeherezada, która prowadziła go baśniami przez labirynt zbudownay z tych dwóch ścieżek, które nieraz wydawały się być tą samą ścieżką, wiedziała o tym również. Co nocy opowiadała bajkę, i jak przychodził świt, i słońce kiełkowało ponownie na horyzoncie, i kat ostrzył siekierę – właśnie wtedy, Szeherezada przerywała opowieść, a była to najciekawsza chwila w jej opowieści. Zwykła, ludzka ciekawość Króla zwyciężała jego pastwiący się głód zemsty i Król odkładał egzekucję. I tak się działo co noc, przez 1001 nocy. I tak go prowadziła Szeherezada, okruchami, solą, kłębkiem nici, przygodami, morzem, łodzią, zdradą, miłością. Wiedziała, że prawdziwą śmiercią groziło tylko Królowi.  

Dzielna kobieta. Mądra wiedźma.

Wiedziała, że nie jest sama.

W Zimbabwe jak mówi się o człowieku, to mówi się również o wszystkich tych którzy stoją za tym człowiekiem, lub, jak mówimy, tych, których każdy człowiek nosi ze sobą. Jak mówimy więc o Szeherezadzie, to mówimy również o bajkach i legendach które cisnęły się przez jej usta, aby wyśpiewać się na głodną ziemię, wyczekiwane jak deszcz na pustyni. 

Mówiąc o Szeherezadzie, mówimy o każdej kobiecie, o jej wielkich Przodkach i Przodkiniach, i o Matce Ziemi, która zionęła przez nią pięknym purpurowym uzdrawiającym ogniem nieba.

Opowiadając bajki, słuszne jest podziękowanie przodkom i przodkiniom tej wielkiej czarodziejki, Szeherezady, jak i moim przodkom i przodkiniom, i pierwszemu przodkowi, czyli Matce Ziemi która zrodziła nas wszystkich. Stwórcy i stwórczyni, lwom również się kłaniam; Afrykańskim przodkom jak i babciom i dziadkom mojego rodu, wszystkim pięknie dziękuję. Bogowie, Wodo, Góry, jak moje serce wzlatuje i trzepocze skrzydłami jak młody ptak uczący się latać kiedy was widzę! Opowiadajcie przeze mnie, co było, jest, i będzie. Bo wy wiecie. Ja nie. Wy umiecie. Ja nie. Ale serce moje pragnie wręcz wytańczyć się z piersi, tak bardzo nagli go tęsknota za wami. Przecież wiecie. Tam w sercu jest wasz dom.