Trampolenie Nie Warte Zachodu

“Our own fight for the West does not begin on the battlefield – it begins with our minds, our wills and our souls. … Just as Poland could not be broken, I declare today for the world to hear that the West will never, ever be broken. Our values will prevail. Our people will thrive. And our civilization will triumph.”

-Donald Trump w Warszawie, 2017 r. 

„Ziemio, tyś mnie łzami i pieśniami

do snu układała,

ziemio, tyś mnie w zło i dobr

na przemian rzucała!

Ziemio, w ciebie mocno wierzę,

za ciebie umrzeć bym mogła.

Nikt mi ciebie nie odbierze

i nikomu cię nie oddam.”  

– Papusza, „Ziemio Moja, Jestem Córką Twoją”

Politycy z reguły wszczynają kontrowersje. Przecież o to im chodzi. Współpracują w tym z mediami, które wyłapują coraz to bardziej niezrozumiałe i tajemnicze frazesy aby potem je analizować, ciąć na malutkie kawałeczki i oglądać przez mikroskop tandety, aby potem krytykować każdą literkę. My zaś ochoczo oburzamy i wkurzamy się, bo to przecież chodzi o nas (choć wcale o nas nie chodzi.)

Gramy nasze role, jak nam każą. Słuchamy Amerykańskiego prezydenta, stojącego na placu Krasińskiego przejazdem, jak opowiada Polską historię podaną na zrozumieniu Angielskiego talerza, tak jak on i jego ideologia widzą ten kraj: historia Polski, w ich mniemaniu, to tak naprawdę Historia kraju który walczy nie o wolność i niepodległość, ale kraj który chce być członkiem Zachodu, ludzie którzy nigdy, przenigdy, nie zmęczyli się ideą cywilizacji Zachodu. (W tym się nie różnimy, bo to niestety ludzka cecha widzieć we wszystkim – nawet w dramatach i tragediach innych ludzi – siebie i swoje doświadczenia.) Przy tym, Amerykański Prezydent wytacza historię jedynie ludzi. Nie opowiedział przy tym żadnych legend. Nie wspomniał o Lechu, Czechu i Rusie, o Złotej Kaczce, o Bazyliszku. Nie przestraszył się szczurów Popiela, nie wzruszyła go syrenka. Pamiętał tylko, że wierzymy w tego samego Boga, a to znaczy, że to na pewno Bóg Amerykański – bo tylko Amerykanie znają prawdziwego Boga. Reszta świata albo wierzy tak samo, albo się łudzi.

Powiedzcie mi, po co to wszystko? Ten teatr, na który wydajemy najwięcej pieniędzy, kogo karmi? Które serca?

Po co jest Polityka? Ponoć to sposobność ogranizowania świata. Lecz jakikolwiek sposób zorganizowania świata który wyklucza to, co ludzkie nie jest – drzewa, kwiaty, zwierzęta, góry, rzeki, krzaki, uczucia, gwiazdy, dusze, duchy, baśnie, pieśni, pory roku, i różnorakie czasy – brzęczy pustką niczym marudzenie wybrednego dziecka. Wyrwanie ludzi z kontekstu życia wrzechświata, to ludzkie fanaberie i czyste szaleństwo. Czy ciało może żyć bez wątroby? Bez płuc? Czy kciuk może się odciąć od ręki aby sam, najważniejszy, najmądrzejszy, chłodno i klinicznie obserwować jak to ciekawie ręka krwawi, i – czyż to nie fascynujące! – spływająca krew plami głęboką czerwienią i jest jej bardzo dużo! Polityka jedynie ludzka nie potrafi żyć życiem prawdziwej prawdy.

Skąd taka Polityka? Przecież to oczywiste. Kolonizowanie Polski nie zaczęło się ani od Rosjan, ani od Niemców. Afrykanie wiedzą najlepiej: kolonizacja zaczyna się od sposobu myślenia, od wycięcia serca i odcięcia się od świata poza-ludzkiego.

Polacy są dumni z tego, że nie kolonizowali żadnych krajów (choć były próby kolonizacji Madagaskaru), i są dumni z tego, że przeżyli potworne okupacje, kolonizacje, próby wyniszczenia Polskiej duszy. Od kiedy więc ten dumny kraj zgodził się na rolę platformy dla Amerykańskich prezydentów, aby Ci prezydenci mogli wygłaszać na Polskiej scenie wyższość Zachodniej cywilizacji? Polska dla Ameryki stanowi wtem – jak kontynent Afrykański dla prawicowych Amerykańskich kościołów – sferą pustą, przestrzenną, i jednostronną; ideową carte blanche, brakującą głosów które by zaoponowały plucie polityków. Bajkę, którą Prezydent Amerykański snuje Polsce, nie jest bajką prawdziwą, ale Polska wydaje sie być nią zaklęta. Zakochała się Polska, we własnym krzywym odbiciu. Zapomniała o swoich lasach i bukach i dębach. Bo kto w Polsce teraz opowiada sie za głosem drzew, lasów, kwiatów, i gór? Kto przychodzi do polityków i mówi im, przestańcie, przecież my jesteśmy z innej bajki – z baśni o sierotach które zawsze w lesie znajdą ukojenie, z baśni o braciach, dla których otworzą się drzewa w środku nocy – my jesteśmy krajem poezji, muzyki, szacunku i miłości. Orła, który lata nad światem, i widzi wszystko. Orła, który pochodzi z Wschodu, z miejsca początków, jak mówią Indianie – Wschód, gdzie słońce delikatnie całuje zorzę przed pierwszym krokiem swojej pokornej, codziennej, wędrówki. Ludzie tego nie wymyślili. Mądrość naszą nauczyliśmy się dawno temu, od drzew.

W Stanach mieszkają rdzenni Indianie, (rząd stara się o tym zapomnieć – bo najlepiej jak rdzenni mieszkańcy kolonizowanych krajów znikną bez śladu, zachodu, i przelewu krwi), i organizują coraz to głośniejsze protesty (na przykład te zorganizowane w Dakocie w zeszłym roku.) W Stanach nawet roślina Amazońska zwana Ayahuascą miała szansę bronić się przed najwyższym sądem kraju. W Stanach są ludzie broniący drzew, nie dlatego, że drzewa się przydają, ale dlatego, że każde drzewo również ma swoją duszę. Oczywiście, większość może pukać się w czoło – ale tak zwani dziwolągi, hippisi, wariaci, są, mówią, przychodzą, rozmawiają, opowiadają, jest żywa dyskusja. Można narzekać na rozmieszanie, rozpapranie i rozproszenie kultur w Stanach, niczym kolory zlewające się aż wszystkie zaczynają przypominać siebie nawzajem, ale przynajmniej to, jak ktoś tam mówi: „Należy nam się szacunek – należy się nam, naszym rodzinom, naszym wierzeniom, naszym przodkom, i naszemu sposobu życia. A nasz sposób życia od początku dany nam przez Matkę Ziemię, trzymał za ręce życie drzew, i kwiatów, i przodków” – to ludzie muszą tego słuchać.

Kiedy to Polska stała sie jedynie przykładem dominacji Zachodu? Kiedy to Polacy zgodzili się na to, aby prezydent Amerykański przyleciał ze swoim karawanem i służbą, trąbiąc (czy trump-iąc) przemówienie do Rosji (bo to chyba nie o Polskę chodziło), głosząc, że Zachodni sposób życia przetrwa, przykładem Polski? Czemu nie przywitał ziemi, na której stał? Czemu nie przywitał drzew? Rzeki? Chmur? Słońca? Przecież to ziemia jest święta. Ona nas wszystkich garnie, przytula, daje nam miejsce. Nasze stopy biją o nią, jak o bęben.

Kiedy to Polskie legendy i pieśni, Polskie lasy i puszcze, Polskie góry i doliny zostały reprezentowane przez ludzi których obchodzi jedynie strach i biczowanie się przed figurkami męczennika? Jezus spędził czterdzieści dni i nocy na pustyni. Nie wiem, jak to jest po czterdziestu dniach i nocach, ale sama spędziłam na pustyni cztery dni i noce, i wiem, jakie piękno zakorzeniło się w moim marnym, ludzkim serduszku. Wiem, jakie do mnie przyszły duchy. Wiem, że pustynia żyje, i że Jezus by się za nią wstawił tak samo, jak wstawiał się za dorosłymi w ich poplątaniu i smutku, i za dziećmi, w ich radości. Wiem, że Jezus wstawiłby się za góry i lasy i drzewa w Polsce.

Rok temu, kiedy prawie chodzić nie mogłam, bo duch ognia tak zżerał moje ciało, byłam akurat w Krakowie. Był to dla mnie ciężki czas, czas kiedy nie miałam nadziei na nic, kiedy wszystko mnie bolało, i nie mogłam jeść. W Polsce miałam być na ślub przyjaciółki. Byłam na ślubie, choć ledwo co. Byłam również na ślubie kuzyna, a potem na pogrzebie Cioci. I tak zleciała wizyta. Najbardziej mnie wtedy wspierały na duchu drzewa. Wszędzie, gdzie szłam, czy w centrum Warszawy, czy na Ślężę, nie mogłam nadziwić się pięknem drzew. Stare, młode, samotne, w gronie, w lesie, czy przy chodniku – drzewa są prawdziwym bogactwem, duszą Polski. W Krakowie jest jedno takie drzewo – ogromne, stare, pomnik przyrody (tak przynajmniej głosi tabliczka), gdzie również stoi pomnik Światowita. I przy tym drzewie, przy każdej okazji, przysiadywałam, grałam na karimbie, i śpiewałam. Drzewo stare i mądre, dużo widziało w swoim życiu – i ludzi, i chmur, i czasów, i deszczu, i słońca, i śniegu, i snu, i tańca. Przychodzą tam młode pary całować się w bluszczu, jak i pijacy którzy gdzieś muszą się wysikać. (Sikanie i całowanie są ludziom bardzo potrzebne do życia, ale ani jedno, ani drugie, nie są publicznie dozwolone. To samo można powiedzieć o śpiewaniu i graniu drzewom. Ot, Zachodnia Cywilizacja nami kieruje.)

Pewnego dnia jak tak siedziałam i grałam, obok przechodził ksiądz w sutannie. Miał zamiar iść dalej, ale zatrzymał się nagle. Stanął. Spojrzał. Spróbował przejść obok jeszcze raz, ale się zawrócił. Stał. Patrzył. Rozpraszał, (bo człowiek tak obserwowany jak zwierzę krępuje się.) Wreszcie odszedł. Co widział? Czy przerażające wizje pogaństwa w Polsce? Bałwochwalstwo w najgorszym wydaniu? Pogankę śpiewającą bóstwu? Nie bóstwo pieniędzy, czy seksu, czy jakikolwiek inny rodzaj metaforycznych bóstw cytowanych przez księży na ambonach, ale dosłownej poganki: posąg Światowita, i bosonoga kobieta grająca na Afrykańskim instrumencie nucąca melodie bez parametrów Zachodniej muzyki klasycznej?

Czy może widział skromną próbę każdego człowieka w kościele i poza kościołem, tworzenia piękna?

Polska kolonizowana jest strachem kościoła i strachem polityków. Polityka bez świata-poza-ludzkiego jest sztuczna. Kościół bez świata-poza-ludzkiego jest martwy. Ale nie oto chodzi, aby wprosić się patriarchalnym i nie-ludzkim Bogiem, cytować źle przetłumaczoną, i jeszcze gorzej rozumianą biblię, ale aby przyjąć z pokorą, że nie od nas zależy organizacja świata. Świat tańczy jak tańczy, i wszystkie istoty są tu równe. Życie to przecież nie jedynie ludzka opowieść. Ale jak przyjeżdżają politycy, to słuchamy ich bredni, i pluskamy się w ich płyciźnie: zgadzamy się z nimi, albo nie. Przylatuje taki Trump: co on wie o Polsce? Co on wie o rzekach, o gwiazdach? Czy był kiedyś na Ślęży? Albo w Puszczy Białowieskiej? Czy słyszy co szpeczą korzenie drzew i serc? Jak ludzie rozmawiają, z czego się śmieją, co raduje ich serca, jakie pieśni do nich przychodzą we snach? Ale nie tylko ludzie. Bo ludzie żyją, tak, ale żyją w środowisku gdzie żyją również inne istoty, inne duchy.

Prezydenci Amerykańscy są niesamowici, bo nawet nie udają, że przemawiają do ludzi – przemawiają prosto do serca ideologii władzy i hegemonii Zachodu. Co to jest Zachód? W dzisiejszych czasach, to coś co nie jest Islamem, i coś co nie jest Rosją. Zachód jako idea sili sie wojnami: zimną wojną, a teraz wojną z terroryzmem. Ludzkimi wojnami, między ludźmi. Bałwochwalstwo wojen to oddawanie cześć na ołtarzu ideologii. Gdzie, na takiej historycznej geografii, leży Polska? Czemu Słowiańskie legendy zostały stratowane kopytami Chrześcijańskich koni? Nie chodzi mi tu o dosłowność, o treść – chodzi o umiejętność wsłuchiwania się we wszystkie świata, chodzi o harmonię, o to, co ludzie Dine w Stanach nazywają hozho – czyli zgoda, harmonia, piękno, gracja. Nie tylko u ludzi.

Podobno polityka ludzka, w najlepszym wydaniu, ma poprawić ludzkie życie. Ma pomóc zorganizować społeczeństwa. Na pewno tak jest. Ale wydaje mi się, że w tych miejscach, gdzie tak jest, tam politycy przynajmniej orientują się, jak czują się drzewa. Rozumieją, że człowiek żyje najlepiej w zgodzie z przyrodą. Machu Picchu zostało zbudowane w sposób tak niesamowity, że teraz wielu wierzy, że wybudowały go ufoludki, a nie ludzie. Nie chcemy przyjąć, że człowiek żyjący w zgodzie z duchami przyrody odkrywa, że to, co wydaje się niemożliwe, jest tak naprawdę najpiękniejsze i najbardziej wpasowuje się w życie gór, rzek, i lasów.

Życie to ciągłe szukanie hozho poprzez miłość, przyjaźń i szacunek względem wszystkich istot wrzechświata. A potem śmierć, która czeka każdego.

Wszyscy wiemy, że ideologia Zachodu nie działa. Wszyscy wiemy, że Zachód propaguje mitologię żyjącą sztucznym życiem. A w dodatku nie ma czegoś takiego, jak Zachód. Jest wyzyskiwanie, są kłótnie o to, kto jest człowiekiem, kto ma ludzkie prawa (czy mężczyzna? Czy czarny? Czy kobieta? Czy geje?) A przecież te kłótnie to absurd; wszystko, co żyje, ma prawo do życia, ma swoje miejsce we wrzechświecie. Zapraszam tu Polityków: kto z was wstawi się za prawo drzew do życia? Prawo rzeki, do płynięcia? Prawo gór, do śpiewania? W spokoju, w czystości, z szacunkiem?

Niby musimy słuchać bredni, bo takie życie – taki zastaliśmy świat. Ale jakim byśmy żyli życiem gdybyśmy nie zmuszali siebie – i nie płacili innym – za brednie? Niech oni mówią drzewom, co myślą o Zachodzie, o Islamie, i o Rosji. Drzewa na pewno ich wysłuchają (bo nie ma bardziej cierpliwych istot na tej ziemi), a my zajmijmy się zamiast tego, tworzeniem piękna.