O Pięknie

O Pięknie

“...W gruncie rzeczy była to sprawa smaku

Tak smaku

(...)

Zaiste ich retoryka była aż nazybt parciana

(...)

Łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy

Dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu

Składnia pozbawiona urody konunktiwu

(...)

Nie należy zaniedbywać nauki o pięknie”

-Potęga Smaku, Zbigniew Herbert

Poszłam na górę aby się pomodlić. Nie, nie do końca tak. Poszłam na górę na post, a więc modlitwa często miała charakter walki ze sobą, tzn. rozrywanie własnego gardła neurotycznymi zębami przeszłości, złośliwą szczęką teraźniejszości, i strasznymi kłami przyszłości. A na dodatek robiłam to brudna i myśli o jedzeniu wtrącały się tłustym nochalem w każdą błogą chwilę, a moje włosy, cztery dni niemyte, kleiły się i łapały gałęzi drzew jakby chciały upleść własną pajęczynę. (A mówiłam, że idę się przedstawić Duchom Ziemi z godnością. Ha! Jaka tu godność?)

Takie właśnie modlitwy Duchy lubią najbardziej.

Jak mogę teraz godnie (ha!) rozprawiać na temat estetyki w sferach duchowych, rozpoczynając od takiej opowieści? Ano, może dlatego, że dużo się nauczyłam o Pięknie w życiu, i choć byłam na górze brudna i głodna, to nie umniejszyło to Piękna rozmów z drzewami i głazami; dlatego, że jak słońce wstało tego ostatniego ranka, to z tłustego nosa kapały mi łzy.

Czym jest Piękno? Skończyłam szkołę muzyczną, i całe życie gram na skrzypcach. A więc niby sporo wiem o Pięknie, i jak się go uczyć. Od małego nauczyciele obarczają mnie różnego rodzaju teoriami na ten temat – bo praca muzyka, teoretycznie, kręci się wokół tworzenia Piękna. Być może to trochę staroświecka terminologia (wszakże mówię językiem Polonii, a nie nowoczesnością.) W dzisiejszych czasach mówimy raczej „entertainment”, albo „rozrywka”, i trochę nie wiadomo czemu tak jest. (Swoją drogą, czemu ktoś chciałby się ‘rozerwać’? To chyba niezdrowe.) Chyba dlatego, że prawdziwe Piękno głęboko nas wzrusza, i wstydzimy się tego. Nie wiadomo co zrobić z takim wzruszeniem. Po co ono jest? Potem człowiek nie może się skupić, nie może wrócić do normalnej kolei rzeczy – do pracy, do podatków, do życia, gdzie – no właśnie – kolej rzeczy jest najważniejsza, aniżeli sama rzecz. Nawet ciało reaguje na piękno w sposób wręcz wstydliwy: łzy same z siebie rozlewają się niewygodnie jak pęknięta rura w ubikacji, a ciało trzęsie się i pragnie ludzkiego dotyku (co za wstrętność!)

Nie, nie, rozerwanie się (na ile kawałków?) jest wygodniejsze. A skoro nawet muzycy muszą jeść, i gdzieś mieszkać (choćby pod mostem), to dzisiaj muzycy i wszelacy artyści uczą się biznesu rozrywkowego (biznesu rozrywania?), a nie tworzenia Piękna. Język jest istotny. Rozrywamy się wszyscy na milion kawałków, (byleby nikt nie znalazł całego serca, bo rozbiją je, a to boli), a muzycy mają czym dzielić się ze szczurami pod mostem.

A więc po co jest Piękno? I co ma zrobić człowiek który się z Pięknem styka? Bo piękno które dotyka duszę coś iniciuje w człowieku. Dużo się mówi w dzisiejszych czasach o potrzebach inicjacji w społeczeństwie – oczywiście najczęściej o inicjacjach dla mężczyzn (jakby to kobiety nie potrzebowały inicjacji! Bo naprawdę, to, że krew zaczyna się lać między nogami to żadna mądrość...) – ale moim zdaniem głównie się mówi o inicjacjach dla mężczyzn dlatego, że sama inicjacja jest widziana jako w istocie proces Męski – i nie zawiera w sobie krztyny Piękna.

UWAGA: nie mówię tu o Męskości a propos mężczyzn, tylko o Męskości jako Masculinity, czyli energia, czy sposób bycia, który jest w nas wszystkich. A więc inicjacja jest Męska, bo jest trudna, bo każda inicjacja wymaga od nas odwagi, sprytu, uporu, i wiary, że uda nam się przez nią przejść. Słowem: inicjacja jest TRUDNA.

Ale po co ten trud? Jak człowiek już przejdzie przez inicjacje, (a nasze współczesne życie daje nam pełno okazji na przeróżne stresy, które można nazwać inicjaciami), to co z tym robi? Niby jest silniejszy. Niby teraz może coś więcej. Niby teraz można na nim polegać – może nie będzie zażywał narkotyków, może coś z niego będzie. (Co za frazes! Coś z człowieka? Człowiek zamieniony w COŚ.) Lepiej tak: Będą z niego ludzie. (A kim jest człowiek?)

Zapominamy o tym, że inicjacja jest po to, aby potem stworzyć z niej Piękno. Słynny Indiański Szaman Black Elk powiedział, że wizję (czy objawienie, czy doświadczenie, czy bajkę) jaką się otrzymuje w przyrodzie podczas inicjacji, czy ceremonii, dopiero można naprawdę otrzymać – tzn. Dary które otrzymuje się od Duchów dopiero mogą się zintegrować z człowiekiem, któremu były dane – kiedy Ta, która poszła, dzieli się tą wizją ze społeczeństwem. Z kolei Martin Shaw, opowiadacz bajek i prowadzący ludzi przez inicjacje, pisze, że wizja sama rodzi Piękno, i to Piękno musi się rozlać na społeczeństwo do którego Ta, która otrzymała wizję, musi powrócić. Stare mądre legendy mruczą korzeniom co się dzieje kiedy człowiek znajduje klejnot w lesie: albo wyrzuca klejnot, bo jest zbyt piękny, a człowiek (a zwłaszcza człowiek współczesny), nie wierzy w Piękno i uparcie utrzymuje postawę człowieka rajconalnego – a więc człowieka, która wyśmiewa się ze wszystkiego, ironizuje, szczyci się sarkazmem; albo chowa klejnot, bo nie chce się nim dzielić i gnije w lesie wraz ze swoim skarbem; albo jest tak klejnotem podekscytowany, że niszczy go błachym i niedbałym rozrzucaniem, chwaleniem się, popisywaniem się Pięknem, które do niego przyszło; albo człowiek zbiera się, wychodzi z lasu skarbiąc sobie to Piękno, które znalazł. Dzieli się nim, ale w sposób rozważny. Nie identyfikuje się z nim, ale też nie zapomina o błogosławieństwie, które go spotkało. Człowiek mądry sprawuje pieczę nad Pięknem. Piękno wydobywuje z niej Pokorę i Spokój.

Tworzenie Piękna może być widziane jako domena Kobiecości (znowu – nie o kobiety chodzi, ale o energię, którą wszyscy – i kobiety, i mężczyźni – niosą w sobie), i dlatego nie można mówić o inicjacji bez rozważania również o Pięknie.

Ale to trochę nie na temat, (rzeka też lubi płynąć w różne strony). Chciałabym trochę porozmawiać o tym, dlaczego uważamy prawdziwe Piękno za niepotrzebne i wręcz niewygodne? I dlaczego nasze sfery duchowe – jakiekolwiek religie, duchowe ścieżki, ideologie, polityki, itd. – są tak politycznie, lub dyskursywnie nastawione, że omijają to, co najważniejsze dla Ducha, Boga, Duchów, jak go nazwać – tworzenie Piękna. Ziemia sama nam pokazuje drogę – wszystko, co robi, jest Piękne. Prawda, nie zawsze wygodne, nie zawsze delikatne. Czasami straszne. Ale jednak Piękne. Każdy człowiek jest Piękny. Każde drzewo, nie ważne, jak koślawe, promieniuje Pięknem. (Tylko trzeba się zatrzymać.)

Mówią, że wszystkie ścieżki duchowe wiją się wokół tej samej góry, prowadzę na ten sam szczyt. Nie mówi się, że robią to tworzeniem Piękna – piękno z życia, piękno w sztuce, piękno w tym, jak kochamy innych. (Bo prawdziwe Piękno zawsze kiełkuje z prawdziwej Miłości.) Szczyt, na który wszyscy dążymy, to szczyt Miłości. A prawdziwa Miłość jest najpiękniejsza na świecie.

Więc dlaczego zatrzymujemy się na dyskusjach i debatach i polityce? Dlaczego pozwalamy aby nasi przewodnicy duchowi i politycy nam kazali, nami zarządzali, aby prawili nam co jest dobre, a co złe? Dlaczego nie idziemy drogą Piękna? Dlaczego nasi artyści albo zawracają nam głowy (właśnie głowy, a nie serca) pustą rozrywką, albo wstrząsają nami strasznością tego świata?

Gdzie tu znaleźć Piękno?

Modlitwa powinna być niekończąca się, i Piękna. I wszystko powinno być Modlitwą. Piękno nie zawsze wygląda dostojnie – nie zawsze chodzi na szpilkach i ma ładnie ułożoną fryzurę. Czasami Piękno to ślizganie się po mchu na górze z komarami które się z Ciebie najpierw wyśmiewają a potem chcą Ciebie zjeść na kolację. Czasami jest to szczera rozmowa, z winem i rzygami. Czasami jest to liść na wietrze.

Myślałam o tym na górze, bo na górę w ostatnim dniu przyszli tak zwani mapostori, czyli chrześcijański kościół w Zimbabwe którego członkowie ubierają się na biało i spotykają się zawsze w przyrodzie – czy pod drzewem na uboczu drogi, czy właśnie na świętej górze (a która góra nie jest święta?). Mówią językami – tak się mówi, językiem biblijnym. W realiu, krzyczą na Boga. Wrzeszczą, parskają, charkają, z gardła wyłażą im różne kwaśne dziwolągi. Oczywiście, każdy modli się po swojemu. Nie oceniam. Prawda jest taka, że siedzieliśmy na tej samej górze każdy modląc się tak jak umie.

Ale krzyczenie na Boga, rozkazywanie, czy pusta mowa, są codziennością w każdym kościele, w każdej religii. W kościele mówi się o tym co się powinno, a czego nie. Może czasami wspomni się o słodyczy Boga, ale jest to temat wstydliwy bo słodycz czegokolwiek przypomina nam o cukrze i o seksie (a cukier jest zły, i seks jeszcze gorszy), i nie wiadomo co z tą słodyczą zrobić. Ani zarobić się nie da, ani nie ma w niej wskazówek na to, jak żyć, jak decydować, w co inwestować, kogo i czego się bać (bo czegoś się trzeba bać, tego kościoły nas uczą od wieków.) Bóg przyszedł do Eliasza łagodnym szeptem wiatru. Szept wiatru na pewno był Piękny. Aby go usłyszeć trzeba przestać krzyczeć – czy na Boga, czy na innych, czy na siebie, czy o Sobie, czy o innych, czy o tym, co dobre a co złe. Moc truchleje. Bóg truchleje. Truchleje serce jak spotyka się z Pięknem.

A co to jest to Piękno?

To Miłość, po prostu.