Spotkali Się, Wiatr i Pieśń

Papusza nie miała głosu zamkniętego w klatce powinności, dobrych sposobów komunikacji, i śpiewu akceptowanego jako kulturalny, z dobrej szkoły lub z dobrego domu. Miała w sobie dzikie serce życzliwe Głosu i Pieśni które ją pokochały. Głos się przez nią przewijał, spacerował, tańczył. Papusza otwierała usta i grono ptaków-poetów wylatywały z jej gardła. „Budzę się w dzień i słyszę/pieśń, słyszę śpiewanie,” nuciła Papusza.

Tak rozpoznaje się duchy. Nie jako istoty samotne i bezcielesne; opętane straszydła które trzeba odganiać wodą święconą. Duch zawsze potrzebuje ciała – jakiegokolwiek ciała. Choćby pamięci. Choćby ciekawości, nawet tej ukrytej w zaciśniętej pięści serca. Duch sam w sobie nie istnieje. Staje się duchem dopiero wtedy, kiedy łączy się z tym, czym nie jest – ciałem, myślą, uczuciem, strachem, miłością, tęsknotą, domem, wspólnotą, żywiołem. Różne duchy potrzebują naszych ciał – duchy przyjaźni, duchy życzliwości, duchy nauczania, duchy legend i bajek. Czasami przechodzą również przez ciała drzew, lub przez wiatr – bo wiatr również ma ciało, i pieśń zauroczoną jego bytem. Papusza śpiewała i pieśni które rozkwitały z jej ust były pieśniami które najpierw zakochały się w Papuszy. A skoro zakochały się w Papuszy, chciały upodobnić się do niej i dlatego przetańcowały przez nią, dotykając jej ciała delikatnie stęsknionymi palcami. Czasami jak duchy przechodzą, ciało rumieni się, tak bardzo jest wzruszone osobistą uwagą Piękna. Ciało zdaje się chorować, ale to nie choroba, lecz duch który tak bardzo kocha człowieka, że nie chce go puścić, chce go na zawsze. Ciało pali wszystko w środku aby było miejsce na taką miłość. Rośnie, robi się czerwone z wysiłku, gorączka namiętności wzrasta, zżera wszystko co Ciało nagromadziło przez lata, wszystkie ‘lubię’, ‘nie lubię’, ‘jestem’, ‘nie jestem’ – roztrzaskane serce krwawi nie krwią, a wspomnieniami. Ale to nie choroba, nie – to duch zakochany, rozkochany w człowieku.

Człowiek który idzie w góry wędruje tam gdzie prowadzą go ścieżki – czasami te wybrukowane stopami innych ludzi, czasami te wybrukowane jego własnymi stopami, a jeszcze innym razem prowadzą go ścieżki wybrukowane przez Wiatr. Ścieżki turlają się jak zające, skaczą jak żaby lub koniki polne, wiją się jak rzeki, prowadząc nieomylnie w głąb ziemi, tam gdzie las i cień i noc zrastają się w jedną warstwę mroku. Zrzucają na człowieka pelerynę z gwiazd, otaczają go mrokiem. Tam człowiek woła do Boga, i Tam człowiek wędruje różnymi ścieżkami. Ścieżka Człowieka jest jak pustka, którą człowiek trzyma w sobie dla pieśni, dla głosu, dla bajek, dla duchów. Dla nadziei, że kiedyś samotność ustąpi. Ścieżka Człowieka również tkwi w pustce i samotności, i doperio stopy człowieka nasycają ją bogactwem ludzkiego życia. Ścieżki ludzkie są głodne ludzkich dziejów.

Tam, w sercu leśnym, w sercu gór, tam Człowiek opowiada bajki. Bajki znają siebie, ale lubią jak się je opowiada. Bajka odżywa w opowiadaniu – w mokrej, łapczywej miłości języka i śliny. Bajki widzą siebie wtedy jak w lustrze, odzwierciedlają siebie. Jak przez usta przechodzi bajka lub piosenka, to duch tej bajki, duch tej piosenki również przechodzi przez Ciebie. Jak wiatr.

Bajki wiedzą o sobie, wiedzą kim są, wiedzą jak to ma być, wiedzą co się stanie, wiedzą wszystko – nawet koniec i początek! – ale ta wiedza im nie wystarcza. Wiedza, nawet wiedza o sobie, nie wystarczy, aby żyć w pełni szczęścia i miłości. I dlatego Bajki czekają na uboczu ścieżek, kciuki prosto i nachalnie do góry. Bajki autostopowicze, tupiąc niecierpliwie na uboczu ścieżek leśnych, wyciągając dłonie do ludzi. Co prawda Bajka zawsze może odnaleźć siębie w języku drzewa lub ptaka. Ale najtrudniejsi do złapania są ludzie. Ludzie dla Bajek są jak diamenty. Rzadkie i piękne, i trudne do zdobycia. Jeśli Człowiek taką Bajkę weźmie na plecy, to Bajka już zawsze będzie karmiona, kochana, pieszczona, i codziennie będzie się przeglądać z upodobaniem w języku, w muzyce ludzkiego głosu, jak w zwierciadle. Czesać włosy. Podziwiać siebie. Nie, że Bajki tylko myślą o sobie, nie. Ale aby istnieć, aby kochać, aby uzdrawiać, tak jak tylko Bajki potrafią, muszą być opowiadane.

Taki człowiek co idzie ścieżkami leśnymi, taki człowiek prowadzony za rękę przez wiatr i szum drzew, taki człowiek co może taką bajkę znajdzie i weźmie na plecy, taki człowiek jest cenny. Ale chwila na którą każda Bajka, Baśń, Legenda, Mit i Pieśń – chwila na którą wszystkie czekają, której łakną – to to, aby trafić do ludzkiej duszy.

Ludzka Dusza jest jak kwiat. Nieśmiała, piękna, delikatna. Potrzebuje i słońca i cienia, i często chowa się, bo drży lekko ze strachu. Czego boi się Dusza? Ludzka Dusza najbardziej boi się tego, że człowiek do którego należy ją zapomni, albo ją straci. Dlaczegóżby miała ludzka Dusza bać się człowieka którego kocha ponad wszystko? Bo ten człowiek jest jeszcze bardziej delikatny od Duszy. Dusza jest jak cenny talerz. Łatwo pęka w rękach swojego człowieka, a potem jej cząstki spadają jak łzy, to tu, to tam. Człowiek zapomina o cząstkach Duszy. Nie zbiera swoich łez. Dusza nie lubi pękać, nie lubi się gubić. Ale najbardziej nie lubi, jak to człowiek o niej zapomina. Czasami zapomniana Dusza zbiera wszystkie siły, wszystko na co ją stać, i krzyczy do człowieka: „CZY TY MNIE WIDZISZ?” Człowiek wtedy ciężko choruje. Dusza nie rozumie czemu Człowiek jej nie słyszy, tylko chodzi do lekarza na badania, i zastanawia się nad numerkami i papierami i prognozami. Dusza chce opowiedzieć człowiekowi bajkę która należy tylko do tego jedynego człowieka, ale człowiek nie słucha. Człowiek dzisiaj jest na tyle poplątany, że nawet jeśli chce usłyszeć głos swojej Duszy, to po prostu nie umie. Albo go nie stać. Albo nie ma czasu. Dusza tego nie rozumie. Bajka i Dusza plotkują sobie na plecach umęczonego człowieka, który przestał iść jakąkolwiek ścieżką, bo go stopy bolą. I tak mizernieją w trójkę. Ciężko wszystkim: i Bajce, i Duszy, i Człowiekowi.

Bo ścieżka Człowieka jest Bajką. I bardzo, bardzo chce, opowiedzieć siebie Ludzkiej Duszy, podać się do ust jak sakrament, zaśpiewać się, zaświergotać jak ptak, tej jednej, jedynej audiencji, dla której przemierzyła cały wrzechświat, aby tylko ją, tą kruszynę, tego człowieka, to najdroższe, najukochańsze, najpiękniejsze westchnienie Bożego Wiatru, odnaleźć.