Drzewo i Człowiek

Drzewo i Człowiek

A co z Drzewem, co Jezusa kołysało,

Co z Drzewem które również na śmierć skazane?

 

Rozmawia Drzewo z mężczyzną,

Opowiada o lesie, gdzie je ścięli –

gdzie kwiaty krótko i lekko żyły,

A wiatr śpiewał codziennie inaczej.

 

Opowiada Drzewo o dzieciach-liściach które kołysało na rękach.

Opowiada o życiu bez samotności, o życiu w ustach nieustannie śmiejącego się Boga.

 

Tęskni Drzewo, o, jak bardzo tęskni za domem.

 

Ciało człowieka wisi, ciężkie, bezradne –

szkielet tańczy straszną tarantellę, płuca łapią się powietrza –

zmuszone do otwartości ręce, skędzierzawione jak suche liście jesieni, szukają dłoni przyjaciela –

 

Jak łodyga rośliny zgięta nieostrożnym lub złośliwym butem,

Ból rozsadza człowieka stworzonego do stąpania po gruncie.

Ciało tęskni za dumną osią niebo-ziemia.

Tylko uszy, wygodnie kołyszące się na bokach głowy wchłaniają opowieści Drzewa.

 

Śpiewa Drzewo pieśń głębokich korzeni dotykających serca ziemi.

Śpiewa Drzewo pieśń pękniętego ziarna, z którego z ciekawością wygląda młody listek.

Przeżyło Drzewo już raz śmierć – wie, o, dobrze wie jak to jest przechodzić z jednego świata na drugie.

Jak wykluć się z ziarna, nikt Cię nie uczy, mówi człowiekowi.

Każdy sam musi przebić skorupę swojego ziarna, przełupać się ze świata snów na świat gdzie każde stworzenie waha się jak metronom między snem a jawą.

Wszyscy jesteśmy podróżnikami, tłumaczy Drzewo, co noc wędrujemy na drugą stronę, i siedzimy jako goście na naradach naszych przodków.

Rano znajdujemy się znowu daleko.

Nie martw się, pociesza człowieka Drzewo – przestaniesz się wahać. Będzie Ci raźniej. Tam, gdzie wędrujesz, znajdziesz dużo miłości.

 

Ciężko Drzewu umierać, przytłaczane smutkiem niewinnego człowieka –

człowieka uczącego się przebaczenia –

Przebaczenia sobie, za to, co robi swojej Matce.

Patrz, tam stoi. Też smutna. Podpierają ją żywi ludzie, a nie umierające drzewa.

 

Drzewo stoi dzielnie, ginie powoli, płacze:

Wody!

 

Żar pustyni jadowicie łaskocze drewno,

Tam, gdzie kiedyś korzenie tętniły mruczeniem Ziemi.

Wody! krzyczy znowu Drzewo, ale wody nikt nie ma.

Wino jest tylko dla człowieka.

 

Ciało dusi się, sika, krzyczy.

Spragnione Drzewo pije soloną wodę przyprawioną strachem,

I tylko wzdycha za korzeniami, za koroną.

Bo Ziemia i Niebo są, ale Drzewo, które tak bardzo pragnie żyć,

nie może się do nich dostać jak kiedyś.

Teraz, odcięte od wszystkiego, stoi Drzewo, a na Drzewie wisi konający człowiek.

Na konarach wyciętych z drewna wyrastają nie – jak kiedyś – wesołe, zielone liście,

w lesie, gdzie ptaki językami wielbiły słońce –

A wijące się jak węże, ludzkie palce.

Drzewo pije krew i mocz niewinnego, zastraszonego człowieka.

Pokarmu z tego nie ma.

 

Kocha Drzewo niewinnego człowieka, kocha tłum ludzi, kocha chmury, pioruny, i deszcz.

Bije mądrością piękne drzewo, oddycha spokojem, trzyma mocno w objęciach smutnego człowieka, trzyma blisko serca.

 

Drzewo lituje się na człowiekiem.

 

Umierają razem, Drzewo i człowiek.

Ludzie pamiętają człowieka.

Ale na ich szyjach wisi Drzewo.

 

A pustynia, co pamięta?

Wiatr przesypuje opowieść przez palce:

 

Opowiada Drzewo człowiekowi:

Nie martw się. Już jutro wstanie słońce. Już jutro. Już zaraz.

Nie martw się. Nic się nie stało. To tylko życie i śmierć.

To tylko życie i śmierć. Jedno za drugim.

Po życiu, śmierć. Po śmierci, życie.

 

A pod Drzewem stoi śmierć i głaszcze obolałe drzewo.

Nie martw się... już jutro wstanie słońce.

IMG_3230.JPG